Urząd Gminy Dębowiec
ul. Katowicka 6
43-426 Dębowiec
33 856 22 85
33 856 22 41
33 853 38 81
512 247 014

Zanim nastąpił zrzut

Pierwszy zrzut

Autor: Piotr Wybraniec 

Wraz z zakończeniem kampanii wrześniowej i powstaniem rządu polskiego na uchodźctwie narodził się problem kontaktu z krajową konspiracją oraz stronnictwami i partiami politycznymi. Jego nawiązanie i utrzymanie stało się jednym z ważniejszych zadań Sztabu Naczelnego Wodza. W tym celu drogą lądową z Paryża do Warszawy i z powrotem wędrowali kurierzy i emisariusze. Ci pierwsi pełnili jedynie rolę dostarczycieli przesyłek, natomiast drudzy, często odprawiani przez wysoko postawione osobistości, otrzymywali również do przekazania ustne instrukcje i dyspozycje. Podróż w jedną stronę zajmowała im od 10 do 14 dni. W marcu 1940 r. poprzez radiostacje pośrednie zlokalizowane w Bukareszcie i Budapeszcie nawiązano łączność radiową Warszawy najpierw z Paryżem, a po upadku Francji z Londynem. Trochę z oporem przystąpiono natomiast do realizacji najkrótszej drogi łączności z krajem, którą była drogą powietrzna, chociaż jeszcze pod koniec listopada 1939 r. Prezes Rady Ministrów – gen. Władysław Sikorski wydał stosowny rozkaz dowódcy lotnictwa – gen. Józefowi Zającowi. W celu realizacji zadania sprowadzono nawet z Londynu jeden ze znajdujących się tam samolotów LOT-u Lockheed L-14H Super Electra. Pierwsza operacja miała się odbyć już 26 stycznia 1940 r., ale przy starcie nastąpiła awaria. Z kolei na 11 marca następnego roku zaplanowano lot sportowej awionetki, ale ten został wstrzymany, gdyż zdaniem gen. Zająca nie miał szans powodzenia. Zgodnie z poleceniem  gen. Sikorskiego w rolę kurierów i emisariuszy mieli wcielić się „należycie wyćwiczeni w skokach spadochronowych” piloci, mechanicy i obserwatorzy. Ostatecznie jednak  rozkazu nie zrealizowano, ale we Francji znaleźli się też inni zwolennicy tej idei w osobach kilkunastu młodych oficerów skupionych wokół kpt. Jana Górskiego i kpt. Macieja Kalankiewicza. Grono to zwane „chomikami” przygotowało specjalny raport, w którym przedstawiono także możliwość zrzutu do kraju oddziałów spadochronowych dla wsparcia powstania. Pierwsze dwa meldunki pozostały bez odpowiedzi i dopiero trzeci z nich, zyskał akceptację gen. Sosnkowskiego, który nakazał gen. Zającowi umożliwienie całej wymienionej imiennie grupie 16 ochotników do wstąpienia do przyszłych wojsk spadochronowych przejście kursu desantowego. Dzięki raportowi przeniesiono także obu kapitanów do Komendy Głównej ZWZ, gdzie mogli poświęcić się dalszej pracy nad zagadnieniem lotniczej łączności z krajem. Jak się okazało problem ten był nie tylko w kręgu zainteresowań armii polskiej we Francji, gdyż już w pierwszych miesiącach 1940 r. w ramach krajowej konspiracji powołano Szefostwo Lotnictwa (Komendę Główną Lotnictwa), na czele którego stanął urodzony w Marklowicach Dolnych na Śląsku Cieszyńskim (zaledwie ok. 25 kilometrów od miejsca pierwszego lądowania cichociemnych) ppłk dypl. Bernard Adamecki. Jednym z najważniejszych zadań nowopowstałego szefostwa stanowiło znalezienie odpowiednich placówek odbiorczych i lądowisk. Efektem obu inicjatyw, była jedyna w historii ZWZ i AK konferencja, która odbyła się od 29 maja do 2 czerwca 1940 r. w Belgradzie, a w której udział wzięli przedstawiciele Komendy Głównej ZWZ (Paryż), baz łączności i konspiracji krajowej. Z uwagi na duże zaawansowanie prac po obu stronach w trakcie spotkania uzgadniano już tylko szczegóły techniczne, które były o tyle istotne, iż w lipcu przewidywano pierwszy lot do kraju oferowanego przez Brytyjczyków bombowca Vickers - Wellington. Do operacji tej jednak nie doszło z uwagi na wcześniejszy upadek Francji. Po przybyciu na wyspy brytyjskie okazało się, że dotychczasowe dotarcie do kraju i z powrotem drogami kurierskimi znacznie się wydłużyło. Emisariusz ppłk Kazimierz Iranek – Osmecki wyruszył do Warszawy 6 listopada 1940 r. a na miejsce dotarł 18 grudnia. Podróż powrotna była już znacznie dłuższa, gdyż z Warszawy wyruszył 21 stycznia 1941 r. a do Londynu wrócił 15 kwietnia tego samego roku. Fakt ten wraz z akcją propagandową nieoficjalnie przeprowadzoną przez kpt. Kalankiewicza spowodował pozyskanie nowych sprzymierzeńców na rzecz lotniczej łączności z krajem i tworzenia wojsk spadochronowych. Jednakże bardzo ważna w tej kwestii okazała się entuzjastka spadochronowej idei jeszcze z czasów paryskich – Zofia Leśniewska, córka gen. Władysława Sikorskiego, za pośrednictwem której zaprosił on na śniadanie kpt. Kalankiewicza. Efektem przeprowadzonej wtedy rozmowy były decyzje w sprawie lotów do Polski i formowania pierwszej polskiej jednostki spadochronowej. Polskie plany wkomponowały się doskonale w działalność powołanego w lipcu 1940 r. brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych (Special Operations Executive, w skrócie SOE), które zgodnie z intencją Winstona Churchila miało „podpalić Europę”. Oprócz dobrze rozwiniętego ruchu oporu, a także zaawansowania merytorycznego i dużego zaangażowania w ideę polaków to prawdopodobnie właśnie zastępcy dowódcy SOE w osobie płk Harolda Perkinsa, który do 1939 r. mieszkał w Bielsku, gdzie posiadał fabrykę tekstylną możemy zawdzięczać, że pierwszy zrzut spadochroniarzy w okupowanej Europie nastąpił właśnie do Polski. Ten nowy rozdział w historii wojskowości zapoczątkowało trzech polskich spadochroniarzy w osobach dwóch cichociemnych mjr Stanisława Krzymowskiego „Kostki”, rtm. Józefa Zabielskiego „Żbika” oraz kuriera bomb. Czesława Raczkowskiego „Orkana”. Operacja uzyskała kryptonim „Adolphus”, a nadał go sam dowódca SOE - gen. Colin Mc Vean Gubbins.  Pierwotnie miała odbyć się jeszcze 20 grudnia 1940 r., ale w ostatnim momencie została odwołana. Kolejny termin operacji wyznaczono na noc z 15 na 16 lutego 1941 r. Tym razem skoczkom udało się wykonać ustne polecenie gen. Sosnowskiego, który pożegnał ich słowami „Idziecie jako straż przednia do kraju. Macie udowodnić, że łączność z krajem jest w naszych warunkach możliwa”.

Samolotem Whitley przelecieli na dużej wysokości w pobliżu Düsseldorfu i dalej nad Berlinem. Ich cel stanowiła placówka odbiorcza położona 7,5 km na południe od Włoszczowej. Jednakże ze względu na śnieżycę albo, jak sądzą niektórzy, celowe działanie anglików samolot się „zgubił” i zrzutu dokonano w okolicach Dębowca na Śląsku Cieszyńskim, który włączono do Rzeszy. W trakcie lądowania „Żbik” uszkodził staw skokowy i śródstopie. Na zrzutowisku odnaleźli się jedynie z „Orkanem”. Pierwsze gospodarstwo, do którego zawitali okazało się być własnością miejscowego Niemca. W kolejnym polskim już domu wynajęli furmankę, którą udali się na stację do Skoczowa, a stąd pociągiem do Bielska, gdzie się rozdzielili, aby oddzielnie przekroczyć kordon Generalnej Gubernii. W trakcie przekraczania granicy wpadł „Orkan”, jednak dzięki „legendzie” został przez Niemców uznany za przemytnika i skazany na trzymiesięczne więzienie. Karę odbywał w Wadowicach, ale udało mu się nawiązać kontakt z B.Ch., które wpłaciło za niego kaucję. Gdy „Żbik” dotarł do Warszawy, okazało się, że „Kostka” już tam był. W strefie lądowania Niemcy odnaleźli zrzucone na osobnych spadochronach 4 zasobniki zawierające 4 radiostacje, 2 pistolety maszynowe, środki wybuchowe, pocztę i klucz szyfrowy. Samolot, który przetransportował skoczków po 12 godzinach powrócił do bazy z resztką 50 l. paliwa. Pomimo pierwszej nie do końca udanej operacji zdecydowano się dalej kontynuować zrzuty do okupowanego kraju skoczków zwanych cichociemnymi, a polskie, pionierskie doświadczenia w tej materii stanowiły podstawę do organizacji podobnych operacji organizowanych przez SOE do innych państw okupowanej Europy. Od momentu pamiętnego pierwszego zrzutu cichociemnych w Dębowcu minęło prawie 70 lat, ale pamięć o tym wydarzeniu wciąż jest żywa wśród pasjonatów historii. Również środowiska kombatanckie wraz z władzami Gminy Dębowiec co roku organizują obchody upamiętniające to wydarzenie, a w bieżącym z okazji okrągłej rocznicy planują nadać tym uroczystościom szczególną rangę z odpowiednią dla miejsca, w którym „zaczęło się podpalanie Europy” oprawą.

 

Facebook